Jest takie ciche napięcie, które coraz więcej osób nosi w sobie, choć rzadko mówi o nim wprost. Pojawia się może gdzieś między wieczornym scrollowaniem a porannym wyjściem do pracy. Pytanie, które trudno nawet dobrze ułożyć: skoro narzędzia AI robią to wszystko coraz lepiej, to co właściwie zostaje dla mnie?
Nie jest to lęk wzięty z niczego. Anthropic publikuje co jakiś czas raporty o tym, jak ludzie naprawdę używają sztucznej inteligencji w pracy, i dane z czerwca 2026 są dość wymowne. Blisko sześć na dziesięć osób spodziewa się, że za rok AI będzie potrafiło więcej niż dziś. Ponad jedna trzecia uważa, że poradzi sobie z większością ich zadań zawodowych. A jednocześnie — i to jest ciekawsze — pięćdziesiąt siedem procent badanych czuje, że ich własne umiejętności stały się przez to cenniejsze, a niemal siedemdziesiąt procent mówi, że uczy się więcej.
Te dwie rzeczy nie są sprzeczne. Pokazują, że dzieje się przesunięcie, a nie zwykłe odbieranie pracy. Coś przechodzi w ręce maszyn, a coś innego, w tym samym ruchu, robi się ważniejsze. Warto zatrzymać się właśnie nad tym drugim, bo tam leży odpowiedź na pytanie z pierwszego akapitu.
Co naprawdę zostaje po stronie człowieka?
Kiedy przyjrzeć się temu, co ludzie oddają AI najchętniej, a co nadal robią sami, widać dość wyraźną granicę. Zadania, które da się zamknąć w jasnej instrukcji — uporządkować, policzyć, wygenerować, posegregować — odpływają do maszyny niemal bez oporu.
Inaczej wygląda praca, w której trzeba coś „wyczuć”. W tych samych danych widać, że przy tworzeniu treści czy pisaniu człowiek zostaje z narzędziem w długim dialogu — mediana to kilkanaście wymian tam i z powrotem. Nie dlatego, że AI nie umie napisać zdania, tylko dlatego, że za każdym razem ktoś musi ocenić: czy to brzmi prawdziwie, czy trafia w sens, czy pasuje do sytuacji i do drugiego człowieka po drugiej stronie.
Najciekawszy jest jeden szczegół. Osoby z najdłuższym doświadczeniem zawodowym oceniają możliwości AI ostrożniej niż te na początku drogi. Pytane, czego maszyna nie potrafi przejąć, wskazują dokładnie to samo: osąd, wyczucie kontekstu, zdolność rozumienia sytuacji, która nigdy nie jest taka sama. To nie sentyment ani obrona własnego miejsca, tylko rozpoznanie, że istnieje rodzaj wiedzy, której nie da się sprowadzić do danych i procedury.
I tu robi się naprawdę ciekawie. Bo czym na prawdę jest to „wyczucie”?
Wyczucie nie „mieszka” w głowie.
Mówimy „przeczuwałam, że tak będzie”, „coś mi mówiło, żeby się wycofać”, „czułam to, ale logika mówiła inaczej”. Łatwo potraktować to jako metaforę. A jednak coraz więcej badań pokazuje, że jednym z kanałów, którymi „to” do nas dociera, jest ciało.
Mózg nieustannie czyta sygnały płynące z wnętrza organizmu — z serca, z jelit, z napięcia mięśni, z oddechu. Nauka nazywa tę zdolność interocepcją, czyli wyczuwaniem własnego stanu wewnętrznego. Przegląd badań z 2024 roku, który zebrał dotychczasową wiedzę na ten temat, łączy interocepcję z intuicyjnym podejmowaniem decyzji. Mówiąc prościej: ludzie, którzy wyraźniej słyszą sygnały swojego ciała, częściej trafiają w sytuacjach złożonych i niejasnych — takich, których nie da się rozpisać na czystą kalkulację.
Ma to swoje miejsce w mózgu. Wyższa trafność w czytaniu sygnałów z wnętrza wiąże się z aktywnością wyspy i przedniej części zakrętu obręczy, struktur tworzących tak zwaną sieć istotności — obszar, który podpowiada, co w danej chwili jest naprawdę ważne. Neurolog Antonio Damasio poszedł dalej i postawił znaną hipotezę markerów somatycznych: ciało zostawia coś w rodzaju cielesnych znaczników, a zanim świadomie rozważymy opcje, organizm już reaguje skurczem, ulgą, napięciem albo otwarciem. To wciąż teoria, wokół której toczy się naukowy spór, ale dobrze opisuje doświadczenie, które wielu z nas zna.
Jest jeszcze druga strona tej samej monety. Wg. innych badań im więcej naprawdę wiemy i im więcej przećwiczyliśmy, tym celniejsza staje się nasza intuicja. Daniel Kahneman i Gary Klein, badacze z dwóch różnych szkół, zgodzili się co do jednego: trafna intuicja eksperta to w dużej mierze błyskawiczne rozpoznawanie wzorców zebranych wcześniej przez doświadczenie. Herbert Simon ujął to jeszcze krócej — wg. nich intuicja to rozpoznanie. Dlatego wiedza i wyczucie nie stoją po przeciwnych stronach. Im głębsza wiedza i praktyka, tym lepszy może być ten cichy, szybki sygnał.
Ciało i doświadczenie to nie jedyne kanały. Intuicja i szerzej rozumiane postrzeganie pozazmysłowe potrafią płynąć też innymi drogami — odbieraniem informacji z przestrzeni, tzw. jasnoczuciem, wiedzeniem, jasnosłyszeniem, jasnowidzeniem. Można rozwinąć te zdolności, będąc jednocześnie mocno odciętym od ciała, tyle że wtedy łatwo zawisnąć gdzieś w głowie albo całkiem odlecieć. Można też być tak przebodźcowanym, że przestaje się je rozróżniać co jest czym, albo się od ciała zupełnie odcina. Dlatego ważna jest równowaga i uziemienie. Niektórzy nazwą to wewnętrznym prowadzeniem. Inni głosem duszy, połączeniem ze Źródłem, mądrością ciała. Nazwa nie jest tu najważniejsza i nie trzeba mieć jednego światopoglądu, żeby z tego korzystać. Ważne jest to, że istnieje w nas sposób poznania starszy i szybszy niż myślenie analityczne — i potrafi wiedzieć rzeczy, do których rozum dochodzi dużo później, jeśli w ogóle dochodzi.
INTUICJA – to jest właśnie ten zasób, którego maszyna nie ma. AI nie ma ciała, nie ma jelit, które się ściskają, nie ma serca, które przyspiesza, gdy coś jest nie tak, choć w kalkulacjach wszystko się zgadza. Potrafi przetworzyć ogrom danych i nadal nie poczuć sytuacji. Człowiek potrafi.
Co ciekawe badania z 2025 roku pokazały, że w testach rozpoznawania emocji sztuczna inteligencja potrafi wypaść trafniej niż przeciętny człowiek: wyłapuje z tekstu czy z głosu subtelne sygnały, które nam samym często umykają, nazywa uczucie, przewiduje reakcję, dobiera słowa brzmiące jak głębokie zrozumienie. A jednak to jest rozpoznanie wzorca, nie przeżycie. Maszyna czyta mapę emocji — ogromną, w wielu miejscach dokładniejszą niż nasza — ale nie odbiera niczego wprost: z sytuacji, z przestrzeni, z drugiego człowieka. Składa to ze statystyki tego, co już kiedyś widziała, i nawet gdyby opisała każdy odcień uczucia, nadal by go nie poczuła. To, co u człowieka jest bezpośrednim odbiorem — ciałem i tym, co przez ciało dochodzi — u maszyny zostaje najlepiej dopasowaną odpowiedzią.
Można nawet powiedzieć, że AI ma swój rodzaj intuicji. Sięga do ogromnej bazy i podpowiada to, co pasuje najlepiej. Tyle że jej baza to zapis tego, co ludzie już kiedyś powiedzieli i zapisali: zamknięty zbiór przeszłości. Potrafi go genialnie przetasować, ale nie wyjdzie poza to, co już w nim jest. My czytamy z czegoś nieporównanie większego. Można to nazwać bazą danych Wszechświata. To zbiór, który nie jest ani zamknięty, ani skończony: mieści nie tylko to, co było, ale i to, co jest, i to, co dopiero będzie — całą pulę potencjałów, z której czasem coś do nas dociera, zanim jeszcze się wydarzy.
AI po prostu liczy korzystając ze swojej bazy danych. A my, mamy możliwość odczytywać informacje, z miejsca które „nadaje” bez przerwy, jak stacja, której fale są wszędzie naraz – globalnej świadomości – ale żeby cokolwiek z niej odczytać, trzeba się do niej najpierw dostroić.
Dlaczego część z nas tego nie słyszy?
Jest tylko jeden kłopot. Ten wewnętrzny sygnał bywa zagłuszony, i to często u osób, które najwięcej mogłyby z niego skorzystać. Ludzie z natłokiem myśli, z głową, która nie cichnie, często żyją w ciągłym przebodźcowaniu. Układ nerwowy jest przeciążony, ciało spięte, a uwaga uwięziona w nieskończonej analizie. W takim stanie trudno odróżnić intuicję od lęku, bo jedno i drugie odzywa się podobnym niepokojem. Sygnał jest, tylko ginie w szumie.
Znam to z własnego doświadczenia. Zawsze czułam aż nadto. Byłam za to mocno w głowie i w analizie, a od ciała odcięta – być może właśnie przez ten nadmiar czucia. Schodzenie z głowy do ciała zajęło mi sporo czasu i własnej pracy terapeutycznej, ale dopiero wtedy zaczęłam na prawdę swój rozwój – w praktyce.
W świecie, w którym maszyny przejmują to, co policzalne i proceduralne, różnicą przestaje być ilość przetworzonych informacji. Tego AI ma wystarczająco dużo. Różnicą staje się zdolność słyszenia siebie — własnego ciała, własnego wyczucia, tego cichego prowadzenia, które podpowiada, co tu naprawdę ma sens.
Powrót do siebie.
Dobra wiadomość jest taka, że tej wrażliwości można się uczyć i można ją porządkować. Badania nad praktykami pracy z ciałem i oddechem pokazują, że interocepcję da się trenować, a wraz z nią rośnie umiejętność rozumienia i regulowania własnych emocji. Ciało staje się słyszalne, kiedy przestaje krzyczeć z przeciążenia.
Nie ma tu jednej sztywnej recepty ani jednej słusznej kolejności. Ktoś najpierw potrzebuje spokoju, bo tonie w hałasie własnej głowy. Ktoś inny czuje aż za dużo i potrzebuje raczej uporządkowania niż otwierania kolejnych kanałów. Sednem jest równowaga: kontakt z ciałem daje im grunt i osadzenie w tu i teraz.
Dla osób, które gubią się w tym chaosie, nie czują ciała i nie słyszą własnej intuicji, zbudowałam INTUstarter. Sporo tam zawarłam biologii i konkretnej praktyki wyciszania układu nerwowego i osadzenia się w ciele. Badania, o których piszę wyżej, akurat dobrze tłumaczą, dlaczego taka praca pomaga. Dla kogoś, kto chce pójść głębiej, jest INTUflow – 3-miesięczny program rozwojowy, a gdy potrzebna jest praca jeden na jeden — sesje PeakStates, w których uwalnia się stare blokady właśnie poprzez symptomy z ciała. Każda z tych dróg prowadzi w podobną stronę, tylko innym tempem i na innej głębokości.
Sama sporo buduję dziś z AI, koduję, projektuję i widzę w tych narzędziach ogromne możliwości. Im więcej jednak z nimi pracuję, tym wyraźniej czuję, że są tym cenniejsze, im pewniej stoję we własnym wyczuciu. Maszyna policzy i podpowie. Decyzja, dokąd to wszystko prowadzić i co z tego ma naprawdę sens, zostaje po stronie człowieka, który potrafi siebie usłyszeć. Ja osobiście traktuje AI jak kolejne narzędzia dla mojej kreacji, dla przepływu i flow. Narzędzia, które pozwalają zrobić więcej dobra niż kiedykolwiek przedtem.
Ciekawe czasy. Może to dobry moment, żeby zamiast pytać, co AI nam zabierze, na chwilę się zatrzymać i sprawdzić, co mamy w sobie najcenniejsze i czy AI może pomóc nam to rozwinąć…
Źródła:
- Anthropic Economic Index — raport „Cadences” (czerwiec 2026): anthropic.com/research/economic-index-june-2026-report
- Interoception and Intuition: Systematic Review of the Role of Heartbeat and Skin Sensations in Decision-Making (2024)
- Interoceptive Ability and Emotion Regulation in Mind–Body Interventions: An Integrative Review (PMC, 2024)
- Sieć istotności (wyspa, przednia część zakrętu obręczy) a trafność interocepcji — przegląd badań nad układem autonomicznym i decyzjami
- Kahneman, D., Klein, G. (2009). Conditions for Intuitive Expertise: A Failure to Disagree. American Psychologist, 64(6), 515–526.
- Simon, H. A. (1992) — intuicja jako rozpoznawanie wzorców (badania mistrzów szachowych: de Groot; Chase & Simon).
- AI w testach inteligencji emocjonalnej — badanie UNIGE/UniBE (2025): https://www.livescience.com/technology/artificial-intelligence/new-study-claims-ai-understands-emotion-better-than-us-especially-in-emotionally-charged-situations


